Duplicate Warning
LEGACY'S OATH MARK
Added in Season 12Set Bonus
Armor Playground
Set Bonus Popularity
Archetype Popularity
Your Armor Rolls
Related Collectible
Lore
Wstęga wierności dziedzictwu
„Wiem, kim jestem. Jestem Tytanem. Jak długo będę w stanie, będę stał pomiędzy Ostatnim Miastem a tymi, którzy pragną je zniszczyć”. – Święty-14
Święty-14, jak większość egzo, często śnił o Krypcie z Głębokiego Kamienia. O złotym polu. Majaczącej czarnej wieży. O bitwie pod nią, pełnej dziwnie znajomych twarzy. Jak wielu jego mechanicznych braci i sióstr przywykł do tych snów i nie zastanawiał się nad ich głębszym znaczeniem. Już dawno stwierdził, że nie mogło to być nic dobrego. Poza tym jego życie za dnia zajmowało go bardziej.
Jednakże od powrotu z kalejdoskopowych głębin Nieskończonego Lasu sny zwiększyły częstotliwość i stały się bardziej niezwykłe.
Przez pierwsze tygodnie zamiast bitwy pojawiali się przeciwnicy, z którymi mierzył się w pojedynkach: Ozyrys, Marin Zavala, Ana… nawet Strażnik, który ocalił go przed Weksami. Nieważne, z kim walczył i jak wiele energii i Światła wkładał w walkę, przegrywał za każdym razem. Leżąc na plecach, spoglądał w górę wieży i wiedział, że ktoś obserwował go z wnętrza.
W nocy tuż przed tym, jak Rasputin ostrzegł wszystkich, że Piramidy przybyły do Układu, krajobraz z jego snu zmienił się w zimowy, musiał więc przedzierać się przez śnieżystą pokrywę w stronę wielkiego, uskrzydlonego Weksa, niepodobnego do żadnego, jakiego widział. Tej nocy przegrał tak jak każdej innej, patrząc jak opalizujący płyn, podobny do mleka Weksów, ale inny, czymś skażony, wylewa się z jego stawów i syczy na śniegu.
Za dnia zachowywał swój zwykły entuzjazm, czerpiąc ogromną satysfakcję z pomocy Strażnikom podczas Prób Ozyrysa. W końcu należało skupić się na walkach mających miejsce w rzeczywistości. Czemu miał się martwić czymś, czego nie mógł kontrolować w swojej głowie?
Ale wówczas, w noc przed tym, jak nowa pustka żalu otworzyła się w Układzie, u progu wieży pojawiła się kobieta. Jej odzienie było czarne, jej włosy przedwcześnie poszarzałe. Obserwowała ze skrzyżowanymi ramionami, jak Święty rzuca płonącymi granatami w Weksa, bez żadnego efektu.
– Zaślepiony będziesz blaskiem tego płomienia – cmoknęła z niezadowoleniem. – Może dzięki temu nauczysz się widzieć, zamiast patrzeć.
Jednym potężnym ciosem Weks powalił egzo na ziemię. Kobieta westchnęła na ten widok.
Zapadła cisza, a po niej rozległ się dźwięk stawianych w śniegu kroków.
– Zupełnie jak ojciec – powiedziała, przyklękając przy jego głowie. – Wy wszyscy.
Położyła dłoń na jego hełmie, jakby sprawdzając gorączkę.
– W swoim kolejnym życiu powinieneś bardziej o mnie zadbać.
Potem jej ręka ześlizgnęła się do jego oczu i przez krótką chwilę zanim się zbudził, zapadła ciemność.