Classified Item
Bungie has the ability to expose information in the API that, for whatever reason, is not yet ready to be seen. We call these items "classified".
Sometimes classified items eventually are revealed to be real, in-game items. However, they are usually just junk data that made it into the API that isn't intended to be seen.
We include these items in the database solely to provide a complete view of what is in the API files. You should not take the presence of this item as a guarantee of something coming in a future update or attempt to analyze its presence too deeply. Doing so likely will only lead to disappointment.
This item is categorized as classified because:
- It is a dummy responsible for generating items purchased from vendors or obtained from opening engrams.
Special Perks
Stats
| Siła rażenia |
|
23 | |
| Zasięg |
|
26 | |
| • Damage Falloff | |||
| Stabilność |
|
49 | |
| Szybkość dobycia |
|
26 | |
| Prędk. przeładowania |
|
30 | |
| • Reload Time | |||
| Asysta celowania |
|
79 | |
| Generowanie amunicji |
|
53 | |
| Przybliżenie |
|
17 | |
| Lotna skuteczność |
|
10 | |
| Kierunek odrzutu |
|
60 | |
| Pocisków na min | 540 | ||
| Magazynek | 37 | ||
| Atak | 0 | ||
Curated Roll
Lore
Kruszejąca iglica
Stworzony ku czci Silimara, symbol uporu, nawet w obliczu przeszkód nie do pokonania.
Zimny wiatr łopotał płaszczem lorda Saladyna, gdy ten dotarł na sam dół schodów i wkroczył na niewielki dziedziniec wykuty przy Murze. Pomarańczowy blask Ostatniego Miasta przelewał się przez zwieńczone łukami okna, obmywając wnętrze pomieszczenia: liście paproci, dekoracyjne kolumny, wyłożoną kafelkami wyschniętą fontannę oraz naczelnika Zavalę, siedzącego przy ustawionym pod ścianą niewielkim metalowym stoliku. Saladyn zbliżył się do swojego dawnego ucznia.
– Czy w twoim biurze nie byłoby nam wygodniej? – zapytał Żelazny Lord.
Zavala uśmiechnął się blado.
– Inny rodzaj bitwy, inne pole.
Saladyn zajął miejsce przy stole.
– Urocze.
Zavala zdjął z kolan tkany koc i podał go swojemu mentorowi.
– Wilki noszą własne futra – powiedział Saladyn.
Zavala uśmiechnął się i upchnął okrycie pod krzesłem, zwracając uwagę na leżącą przed nim planszę z lakierowanego drewna. Rzeźbione na powierzchni linie układały się w siatkę, a obok leżał stosik białych i czarnych płaskich kamieni.
– Zaczynamy?
Saladyn podniósł kamień i umieścił go na planszy. Zavala wykonał swój ruch i gra się zaczęła. Siedzieli w ciszy, układając i usuwając kolejne pionki. Na planszy zrobiło się ciasno. Saladyn czekał z kolejnym posunięciem, rozważając swoje możliwości. Ostatecznie westchnął i machnął ręką w geście rezygnacji.
– Dziwi mnie, że wciąż mnie zapraszasz – powiedział Saladyn, przerywając ciszę.
Zavala zawahał się, zanim odpowiedział, bawiąc się kamieniem.
– Muszę przyznać, że twoja niezgoda w sprawie Caiatl była frustrująca.
– Myślałeś, że Żelazny Lord będzie milczał? – spytał Saladyn.
Zavala westchnął.
– Miałem nadzieję, że stary przyjaciel okaże respekt wobec mojego stanowiska.
– Tytuły to tylko narzędzia – oznajmił Saladyn. – Szacunek zyskujesz tym, w jaki sposób ich używasz.
Zavala się uśmiechnął.
– A w jaki sposób powinienem używać mojego?
– Stawić czoła Caiatl bezpośrednio i ją załatwić – powiedział Saladyn. – Zdecydowana akcja, zdecydowane zwycięstwo.
– Masz ochotę na kolejną otwartą wojnę z Kombinatem? Na ściganie ich po mrocznych otchłaniach? – spytał Zavala. – Jak wielu zginie na tej twojej krucjacie? I co po sobie zostawisz?
Saladyn zaśmiał się sardonicznie.
– Wciąż znajdujesz wymówki, żeby uniknąć ciężkich wyborów. Każde zwycięstwo wymaga ofiar.
– Dla ciebie te ofiary byłyby chlubą, ale ja widzę, czym są naprawę – powiedział twardo Zavala. – Konsekwencjami mojej porażki.
– Łatwo osądzać z wygodnego centrum dowodzenia – warknął Saladyn, przybierając twardą postawę. – Wkrótce jednak znajdziesz się w miejscu bez odwrotu. Żadnych zwycięstw na horyzoncie, żadnej sprytnej tylnej furtki. Tylko widmo katastrofy i wybór tego, kto zapłaci za nią cenę.
– Na wojnie istnieją też inne waluty niż liczba ciał – odpowiedział ponuro Zavala.
Saladyn spojrzał na mrugające światła Ostatniego Miasta.
– Być może, ale nie zawsze możesz wybrać. Czasem decyzja podejmowana jest za ciebie. Czasem jesteś uwięziony po drugiej stronie drzwi, podczas gdy twoi przyjaciele płoną.
Zavala ujrzał ból w poznaczonej zmarszczkami twarzy Żelaznego Lorda.
– Ja też traciłem ludzi.
– Stracisz ich jeszcze o wiele więcej – odpowiedział Saladyn.
Zavala westchnął i schował rękę za plecami.
– Przepraszam, że okazałem się dla ciebie takim rozczarowaniem.
Saladyn pokręcił głową i wstał od stołu.
– Przekroczyłeś moje najśmielsze nadzieje, Zavalo. Ale wciąż nie jesteś tym, kim mógłbyś się stać, i tym, kim stać się potrzebujesz.
Zavala również wstał.
– Mimo wszystko wciąż jestem naczelnikiem. Potrzebuję, byś mi się podporządkował.
Saladyn się uśmiechnął.
– Powinieneś wiedzieć, że nie da się ujarzmić wilka, przyjacielu.
Zavala stał w miejscu i patrzył Żelaznemu Lordowi głęboko w oczy.
Saladyn westchnął.
– Obydwaj sprzeciwiamy się warunkom Caiatl. To powinno wystarczyć.
Odwrócił się, by odejść, ale naczelnik położył mu rękę na ramieniu.
– Dobrze widzieć, jak przekraczasz granice obowiązku – powiedział. Saladyn skinął głową, po czym opuścił pomieszczenie.
Gdy kroki Żelaznego Lorda cichły, Zavala usiadł przy stole i zaczął uważnie badać wynik gry.